Opowieści dziwnej treści o Janku, Tosi, Mani i nie tylko...
RSS
niedziela, 22 września 2013

Tu mi jakoś trudno bywać. Nie chcę zamykać tego bloga, chociaż chyba nie bardzo się lubimy. Może jeszcze znajdę na niego sposób, w końcu jak by nie było jest to jakiś skrawek naszego życia.

Tymczasem, w nieco odmiennej formie, bywam tutaj:

mojeniczniczego.blogspot.com

Zapraszam.

m

01:08, kermixx
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 kwietnia 2013

Łazienka. Poranne ablucje. Jako że, rzecz jasna, rzadko kiedy bywam w łazience sama, tak i teraz towarzyszy mi Antoninka.

Odbywamy ze starszą córką rozmowę kobiecą.

I konkluzja mojej Tosi:

- Wiesz mamo, ja to wcale nie chcę być dziewczyną. Ani sikać jak dziewczyna. Ani rodzić dzieci. Ani mieć okresu. Ja wolałamby być chłopakiem.

No wiem. To u nas rodzinne, widać.

 

m

12:31, kermixx
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 kwietnia 2013

12 kwietnia to w Krakowie dzień wyników przedszkolnej rekrutacji. Dzień wielu rozczarowań i zapewne także kilku wylanych łez.

My w tym roku na luziku, Tosia pięciolatka ma wjazd zapewniony, Janek (najprawdopodobniej) skieruje dalsze losy swojej edukacji do placówki rejonowej, a Marianna jeszcze przynajmniej przez pół roku pozostanie pod opieką babci. Ale w przyszłym roku znów będę musiała przechodzić przez krakowskie piekiełko rekrutacji. Czy może raczej ruczajowe piekiełko. Podobno są w Krakowie osiedla, a nawet całe dzielnice, w których przedszkola świecą pustkami. A choćby nawet, jaki to dla mnie interes wozić dzieci kilkanaście kilometrów od domu, w kierunku przeciwnym niż moje miejsce pracy, co daje w rezultacie jakieś 25 km do pokonania co rano i co popołudnie w rozkosznie zakorkowanym mieście.


Bardzo liczę na kolejne odroczenie reformy. Albo inaczej: niech będzie tak jak dotychczas, jeśli ktoś czuje, że dla jego dziecka pójście do szkoły w wieku sześciu lat to jest właśnie TO, proszę bardzo. Ale niechże nie będzie takiego przymusu! Ja nie posłałam do szkoły mojego sześciolatka. I jestem absolutnie pewna, że podjęłam właściwą decyzję. Co z tego, że Janek już czyta i nawet trochę pisze. Liczy znakomicie w tysiącach, a w zakresie 40 już nawet mnoży i dzieli (ach, no musiałam się pochwalić! i słowo honoru, nikt go nie uczył, sam samiuteńki przyswoił). I w ogóle mądrala z niego i pozjadał wszystkie rozumy. Dla mnie o gotowości szkolnej świadczy przede wszystkim psychika dziecka, szkolna dojrzałość emocjonalna. Plus pewne predyspozycje fizyczne. A te cechy mojego syna dyskwalifikowały go zupełnie w zeszłorocznej rekrutacji szkolnej. Gdyby nie odroczono obowiązku musielibyśmy przebrnąć przez bardzo trudny rok. Co wcale nie znaczy, że w tym roku pójdzie gładko, ale na pewno jest znacznie lepiej przygotowany wewnętrznie na to wyzwanie.


Szkoda, że tego argumentu ministerstwo w ogóle nie bierze pod uwagę.

 


A my śpimy. Niektórzy co prawda (mowa o mojej skromnej osobie, niestety) zaledwie śnią o prawdziwym śnie, ale innym idzie nieźle.

 

m

ps: zdjęcie Marianki mocno archiwalne, pozostałe dwa bardzo świeże. Jakość kiepska, bo telefonowe :)

11:38, kermixx
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 kwietnia 2013

Docierają do mnie z różnych stron sygnały, że czas już szlifować formę i kształt przed sezonem plażowym. Hmmm. Co roku o tej, mniej więcej, porze poświęcam powyższej tematyce kilka głębszych myśli. I oczywiście zawsze prowadzą one do mocnych postanowień regularnego ćwiczenia w celu nadania sylwetce uroczo dziewczęcego, zwiewnego wyglądu. Postanowienia szybko obracam w czyny i ciągnę wytrwale... może ze trzy wieczory. Nie chodzi o słomiany zapał, z natury jestem uparta i moi bliżsi i dalsi wiedzą, że jak się na coś zawezmę to łatwo nie odpuszczam. Nic jednak nie jest w stanie pokonać mojego super hiper zmęczenia, wiernego towarzysza od lat. Ani senności. Niestety, zwłaszcza wiosną, kiedy usypiam Manię często zasypiam razem z nią, a nawet zdarza się, że zasypiam pierwsza. Później budzę się, ale przeważnie w okolicach północy. Trochę nie pora na serwowanie organizmowi szoku w postaci żwawej rozgrzewki. I tak wiosna mija, przychodzi lato, a tu nie ma czym zabłysnąć.

Nigdy nie byłam typem sportowca, ale też nigdy nie miałam problemów z kondycją. Wejście po schodach na czwarte piętro, proszę bardzo. Sprinterska pogoń za autobusem, ależ oczywiście. Rowerowy wypad bez wcześniejszego przygotowania, jasne, że kończył się zakwasami, ale był zawsze w zasięgu moich możliwości, tak jak i coroczne wakacyjne zdobywanie tatrzańskich szczytów. Wszystko do czasu aż pojawiły się dzieci. Wówczas życie mi zdecydowanie osiadło. I nawet nie ma większego znaczenia fakt, że wagowo nic się nie zmieniło i spodnie sprzed ciąż jeszcze bym nosiła, gdyby nie to, że trendy trochę inne (chociaż dziury i przetarcia nadal jakby w modzie). Mojej matczynej egzystencji znaczny wysiłek fizyczny jest nieobcy, jakoś jednak się to nie chce przełożyć na sprężystość mięśni.

I już bym nawet nie dbała o te plażowe kształty, w końcu dwa ostatnie urlopy nad Bałtykiem spędzałam w polarze i kurtce przeciwwiatrowej, he he. Przede wszystkim właśnie martwi mnie ogólny brak sił, zgumowacenie kończyn i coraz częstsze strzykanie w kręgosłupie. Bardzo chętnie COŚ z tym zrobię, jeszcze tylko nie wiem jak.

Skąd drogie mamy czerpią siły na podjęcie walki z brzuszkiem? Chętnie się dowiem.

 

m

10:37, kermixx
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 kwietnia 2013

Gdzieś chyba jednak jest. Oby w drodze.

Śnieg, co prawda, chwilowo stopniał, ale przytłaczająca szarzyzna otuchy nie dodaje. 

Brakuje mi światła. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie ciemno i ponuro.

Brakuje mi życia. W domu znajduję jakieś marne namiastki tego, co powinno być wiosną już od kilku tygodni.


Żałosne jest to, że muszę fotografować z lampą (bleee), bo to, co za oknem trudno nazwać światłem dziennym.


Ale nadzieja mnie nie opuszcza. Ponoć w maju ma być już tak ciepło, że będzie można w klapkach po śniegu chodzić.

A wszak do maja już całkiem blisko.

 

m

10:58, kermixx
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 kwietnia 2013

A my w święta trochę nietypowo: tańczymy, wróżymy, czytamy, oglądamy i śmiejemy się...

obowiązkowa fota baletek

szałowa fryzura tuż po przebudzeniu

i już po świętach!

 

m

23:58, kermixx
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 marca 2013

Kto się obudził dzisiaj rano, przynajmniej w okolicach Krakowa, wyjrzał przez okno i aż oczy przetarł z niedowierzania?

Miałam zrobić zdjęcia, żeby zilustrować to cudo, ale się zbuntowałam. Od pół roku motyw przewodni w mojej fotografii pejzażowej to biel w różnych odmianach. Mam dosyć, więcej śniegu tej wiosny nie sfotografuję!

 

m

08:27, kermixx
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 marca 2013

marzy mi się lato. Takie lato prawdziwie upalne, przesiąknięte słońcem, pełne lenistwa, dojrzałych owoców i muzyki świerszczy z polnej trawy. Takie, że wrzucamy na siebie tylko byle szmatkę, wsuwamy stopy w klapki i świat cały nasz.

 

m

12:57, kermixx
Link Komentarze (3) »
czwartek, 14 marca 2013

W drodze do pracy, tramwaj numer 18, stoję, trzymam się rurki i dość tępo (chyba) patrzę w okno. Tępo, bo - patrz notka wcześniej - znów musiałam zaszaleć z różem.

Choć tym razem wycieńczenie samo pognało mnie wczoraj do łóżka przed 23.00, to jednak odespać zaległości nie zdołałam, bo dosłownie co chwilę ktoś potrzebował wody, albo odkurzenia nosa, albo leku przeciwgorączkowego, albo odkurzenia nosa, albo cycusia, albo wody.

Więc patrzę tępo w okno, a potem równie tępo i raczej bezwiednie przesuwam wzrokiem po współpasażerach. I wzrok mój półprzytomny zatrzymuje się na jednym młodzieńcu. Owszem przystojnym, ale nie w tym rzecz, w końcu to dzieciak jeszcze, licealista być może, co najwyżej początkujący student. Mnie jednak nie urok osobisty urzekł w tym chłopcu, a zupełnie co innego. Mianowicie, chłopiec siedzi, słuchawki na uszach (to typowe), a w ręce KSIĄŻKA! Nie jakiś tablet, i pad czy inne ustrojstwo, tylko zwykła, papierowa, drukowana książka. Czy ja muszę mówić jak dobrze się poczułam? Jaki wewnętrzny uśmiech mi się rozciągnął na twarzy?

I nie były to wcale żadne omamy wyczerpanej bezsennością miłośniczki literatury w tradycyjnym wcieleniu.

 

m

09:22, kermixx
Link Komentarze (3) »
środa, 13 marca 2013

Co robię po kolejnej mocno nieprzespanej nocy?

Nakładam grubszą warstwę różu na policzki i lecę dalej.

Ach, te zimy, te choroby. Nie lubię ani gadać, ani pisać o pogodzie, ale czy tylko ja odnoszę wrażenie, że zimy trwają coraz dłużej i robią się coraz bardziej uciążliwe? Zimę w wersji puszysto-białej, niechby nawet i mroźnej, ale słonecznej, to nawet ja lubię. W umiarkowanych dawkach ma się rozumieć. Ale co to jest ta rozwleczona szarzyzna, ta beznadziejna zimnica?

**

Tosia i jej miłość do gadżetów: ostatni nabytek znalezisko, metalowy pierścień różaniec. Mocno przeżywają kwestię Jezusa na krzyżu (czy pisałam już o rosnącym zainteresowaniu kwestią eschatologii, nie tylko chrześcijańskiej?), dociekają jak to jest z tym modleniem się.

- Mamo, wiesz może gdzie jest ten... ten Tośki taki do modlenia? Modliszek?!?

**

A chory mężczyzna w domu to katastrofa. Nie mam nerwów, żeby o tym pisać, a co dopiero, żeby to przeżyć z godnością. I dziwi mnie tylko, jak to możliwe, że emancypacja kobiet nastąpiła dopiero w XIX wieku?

 

m

12:15, kermixx
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19